wtorek, 23 maja 2017

Instagram

Witajcie!
Jak pewnie sami widzicie, rzadko tutaj bywam. Wszystko to za sprawą braku czasu. Ostatnio tyle się u mnie dzieje, że naprawdę nie mam chwili aby usiąść i coś tutaj dla Was napisać. Co prawda w głowie siedzi mi kilka tematów, którymi chciałabym się z Wami podzielić, jednak ciągle żyje w pędzie i muszę selekcjonować sobie dodatkowe zajęcia, gdyż nie na wszystko starcza mi czasu w tym moim codziennym pędzie. 

Dzisiaj jednak korzystając z wolnej chwili chciałabym podzielić się z Wami kilkoma fotkami z mojego Instagrama. Mam nadzieję, że chociaż w małym stopniu Was to zadowoli.


 Uwielbiam angielskie domy. 
Mają w sobie naprawdę dużo uroku.


 Moja mała, wielka miłość i etatowy śpioch.
Szkoda tylko, że głównie śpi w dzień a w nocy buszuje po domu.


 Kwiaty bez okazji to stały rytuał w moim związku.
Nigdy nie wiem kiedy je dostanę, i to jest w tym najpiękniejsze.


Od razu zaznaczę, że nie jestem zwolenniczką ubierania zwierząt.
Ten sweterek kupiłam trochę na przekór, aby sprawdzić, jak mój kot się w tym odnajdzie.
O dziwo nawet go polubił!  Tak więc w czasami, wieczorami w okresie zimowym zakładałam mu go, i muszę stwierdzić, że naprawdę grzeje ten sweterek.


 Uwielbiam sklepy wnętrzarskie. Mogłabym z nich nie wychodzić.


 Uwielbiam czekoladki Lindt'a!


 Mała przerwa na popołudniową kawę.


 Ach ta angielska architektura.
Czasami nie mogę się na nią napatrzyć!


 Mój słodki ucholek!


 Zawartość Glossybox'a.
Muszę stwierdzić, że nawet niczego  sobie ;)


I kolejna zawartość Glossybox'a, i tym razem także produkty warte uwagi.


 Tym razem jeśli chodzi o zawartość Glossybox'a było już troszkę słabiej, ale i tak jakiegoś wielkiego dramatu nie było.



 Piękny budynek!


 Słodkości od Cadbury.
Uwielbiam!


 Uwielbiam londyńskie parki.
Wiosną i latem mogłabym z nich nie wychodzić wręcz!


I jeszcze mały rzut oka na Londyn z góry.



Jak pewnie sami widzicie, na Instagramie jestem znacznie częściej niż tutaj.
Tak więc jeśli mnie tam jeszcze nie obserwujecie to Was serdecznie zapraszam.
Będzie mi na pewno miło jeśli zasilicie grono moich obserwatorów.

Pozdrawiam i życzę Wam miłego popołudnia.
:)


piątek, 14 kwietnia 2017

Życzenia Świąteczne!

Hejka Kochani!!
Idą święta, mam nadzieję, że spędzicie je w gronie najbliższych osób...
Moje święta też będą rodzinne, jednak zabraknie przy stole jednej osoby, która była dla mnie bardzo ważna...
W lutym odszedł mój Tato. Mimo iż staram się jakoś trzymać i nie dać smutkowi to czasami jest ciężko...
Nawet bardzo. Czasami czuję smutek, a czasami złość, żal, gdyż nie mogę się pogodzić z tym, że mój Tato tak młodo zmarł. 57 lat to nie czas na umieranie! Wiem, że nigdy nie poradzę sobie z tą stratą... Tyle jeszcze chciałam mu powiedzieć...

Ktoś mi powiedział, że człowiek w swoim życiu zmienia się kilka razy. Wtedy kiedy rodzi mu się dziecko i wtedy kiedy umierają jego rodzice. Myślę, że jest w tym wiele racji....



Tak więc Kochani życzę na te święta dużo radości, miłości, cudownych dni spędzonych w gronie osób które kochacie i które są Wam bliskie. Pielęgnujcie te wspólne dni które macie, bo one naprawdę są ważne.
Trzymajcie się ciepło.

Pozdrawiam
;)

Too Faced - "Better Than Sex" Mascara

Witajcie!!
Tusz do rzęs to kosmetyk po który sięgam prawie codziennie. 
Nawet wtedy, kiedy robię sobie dzień bez makijażu, lubię kiedy moje rzęsy są podkreślone.
Tak więc w mojej kosmetyczce mam zawsze kilka tuszy i często używam ich zamiennie. 
Swojego czasu moim wielkim ulubieńcem był tusz marki Avon Supershok. Co prawda nadal go bardzo lubię, jednak już tak często po niego nie sięgam. Pewnie dlatego, że ostatnio jego miejsce zajął tusz od Too Faced o wdzięcznej nazwie "Better Than Sex" :).



Too Faced - Maskara "Better Than Sex"
Mascara zawiera najczarniejsze pigmenty, zwiększa objętość, wydłuża, podkręca rzęsy dając wielowymiarowy, ekstremalny efekt.  Szczoteczka w kształcie klepsydry, zainspirowana linią kobiecego ciała, umożliwia wielowymiarowym włóknom dotarcie do każdej rzęsy i pokrycie ich kolorem czarnym jak węgiel.

Cena:  95 zł.




Moja opinia:
Tusz bardzo ładnie pogrubia, wydłuża oraz podkręca rzęsy.
Oko po jego użyciu staje się większe a spojrzenie bardziej zalotne.
Spotkałam się z opiniami, że  na początku używania, maskara może sklejać rzęsy oraz tworzyć na nich brzydkie, nieestetyczne grudki. U mnie nic takiego się nie działo. Zauważyłam jednak, że im dłużej go używałam, tym lepiej on na moich rzęsach wyglądał. Tak więc rzeczywiście w przypadku tej maskary, może być tak, że im jest świeższa, tym daje goryszy efekt na rzęsach.  Tak więc jeśli i u Was występuje taki efekt, myślę, należy odczekać, dać maskarze troszkę przeschnąć i spróbować jeszcze raz dać jej szansę.  
Ja z tym tuszem naprawdę się polubiłam. Mimo iż miałam tylko miniaturkę, to naprawdę na długo mi ona starczyła. Nic się osypywało, tak wiec o "efekcie pandy" nie było mowy. Tusz idealnie trzymał się przez cały dzień, a rzęsy pod koniec dnia wyglądały tak jakbym co dopiero  je wytuszowała. 
Jedyną jego wadą dla niektórych z Was może być cena, gdyż do najtańszych ten tusz niestety nie należy.
Jednak uważam, że warto się na niego skusić. Ja osobiście rozglądam się już za jego drugim opakowaniem ;)

A Wy jakie tusze do rzęs polecacie??

Pozdrawiam
;)

czwartek, 6 kwietnia 2017

Instagram

Witajcie!
Znowu mnie tutaj trochę nie było... Nie będę się jednak tłumaczyć i usprawiedliwiać.
Prawda jest jednak także, że ostatnio w moim życiu dużo się dzieje i niestety nie zawsze są to pozytywne rzeczy... Nie tracę jednak wiary, że niedługo wszystko się ustatkuje i wróci do normy... Bardzo na to czekam! Tak więc trzymajcie kciuki...

Dzisiaj korzystając z wolnego popołudnia postanowiłam podzielić się z Wami ostatnimi fotkami z mojego Instagrama. Jeśli jeszcze ich nie widzieliście to serdecznie zapraszam...

 Moje ulubione...


Klimatyczny zakątek.

 Super książka! Polecam!


 The Body Shop moja mała kosmetyczna miłość ;)


Szare wiewiórki to nieodłączni towarzysze jeśli chodzi o spacery po londyńskich parkach.
  

 Chyba sami przyznacie, że te buteleczki są urocze...


 Jedno z moich ulubionych muzeów.


 Uwielbiam te małe londyńskie kawiarenki. Są naprawdę klimatyczne..

Czas na herbatę...


 Mimo iż pierwsza część tej książki mnie zachwyciła, to niestety przy kolejnej poczułam małe rozczarowanie...


Uwielbiam londyńskie parki!


Piękne róże od mojego faceta i mój pierwszy kosmetyk od Jo Malone.

Oryginalna reklama to połowa sukcesu chyba w każdej branży...


 Mój ulubieniec!


 Kolejne piękne kwiaty od mojego faceta i małe co nieco na osłodę!


 Tak! Tak! Czuje się rozpieszczana przez mojego faceta ;))


Bardzo przyjemna książka!


I to tyle z mojej strony na dzisiaj.
Trzymajcie się i do następnego postu!

Pozdrawiam
:)

niedziela, 29 stycznia 2017

Zamówienie z The Body Shop

Witajcie!
W swoim postanowieniu aby kupować mniej nadal trwam.
Wiadomo, że wszelkie oferty i promocje kuszą. Jednak ja staram się im zbytnio nie ulegać.
Tak więc może powiedzieć, że jestem na zakupowym detoksie. 
Jedak nie byłabym sobą, jakbym od czasu do czasu, nie zrobiła od tego detoksu małego odstępstwa. 
Jednak i tak muszę stwierdzić, że jeśli już coś kupuję, to robię to raczej rozważnie, a nie wrzucam bezmyślnie produktów do koszyka, tylko dlatego, że jest akurat na nie promocja.  

Ponieważ poświąteczne wyprzedaże totalnie sobie odpuściłam, postanowiłam się za tą wstrzemięźliwość nagrodzić i zrobić małe zakupy w sklepie internetowym The Body Shop. Pewnie Ci co często tutaj zaglądają wiedzą, że mam słabość do ich kosmetyków.
Pamiętając jednak o moim postanowieniu aby kupować mniej, nie poszalałam zbytnio, i kupiłam tylko to, co naprawdę było mi potrzebne. Tak więc zapraszam Was na mały przegląd moich nowości kosmetycznych ze sklepu The body Shop.


Całość zakupów prezentuje się tak:
 Wiec jak sami możecie zauważyć szaleństwa wielkiego nie było ;)


Skusiłam się na dwa żele pod prysznic z ich świątecznej kolekcji.

 O tym kremie BB słyszałam tylko same superlatywy. 
Więc stwierdziłam, że pora go przetestować, tym bardziej, że ostatnio zamiast podkładów na co dzień sięgam właśnie po kremy BB. Kilka razy  już go testowałam i muszę stwierdzić, że jest naprawdę dobry i dodatkowo bardzo ładnie pachnie olejkiem z drzewa herbacianego. 

 Zapachy z The Body Shop bardzo lubię i prawie wszystkie mi się podobają.
Tą mgiełkę kupiłam z myślą o wiośnie i lecie. Myślę, że w ciepłe dni sprawdzi się idealnie.


I na koniec coś co aktualnie idzie u mnie jak woda, czyli olejek zapachowy Vanilla Chai.
W długie zimowe wieczory świeczki zapachowe oraz kominek palą się u mnie prawie codziennie. 
Tak więc nie mogłam się na niego nie skusić.

I to tyle jeśli chodzi o moje zakupy z The Body Shop.
A Wy co sobie ostatnio ciekawego sprawiłyście?


niedziela, 15 stycznia 2017

Październikowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!!
Mam nadzieję, że weekend mija Wam miło i przyjemnie. U mnie za oknem pogoda typowo jesienna. Szaro, buro i ponuro. Aż człowiekowi nie chce się nosa wyściubić z domu. Powiem Wam jednak tak szczerze, że ja czasami nawet lubię taką pogodę. Fajnie jest zaszyć się w domu, po ogarniać zaległości, zrelaksować się przez telewizorem, albo też spędzić popołudnie na kanapie czytając dobrą książkę.

Ja dzisiejszy dzień właśnie tak spędziłam. Czyli książka, kawa trochę TV a także małe domowe SPA.
I właśnie podczas tej domowej pielęgnacji, uzmysłowiłam sobie, że już jakiś czas nie dzieliłam się z Wami zawartościami pudełeczek Glossybox. Tak naprawdę to ostatni post z tej serii ukazała się dobrych kilka miesięcy temu... Tak, tak, wiem! Mam spore zaległości...
 
Tak więc korzystając dzisiaj z wolnego czasu postanowiłam się zmobilizować i pokazać Wam zawartość październikowego Glossyboxa. Jeśli jesteście ciekawe jakie to nowości trafiły w moje ręce to zapraszam Was serdecznie do dalszej części postu.

 Cała zawartość prezentuje się tak. 
Jak pewnie już zdążyliście zauważyć szału wielkiego niestety nie ma.


- Bee Good - Honey & Camelina - Scrub do twarzy
Tego typu produkty bardzo lubię i często po nie sięgam.
Uważam, że złuszczanie naszego naskórka odgrywa bardzo ważną rolę w naszej pielęgnacji.
Scrub ma zapach lawendowy, co osobiście mi bardzo odpowiada. Zadaniem tego produktu jest nie tylko usunięcie martwego naskórka, ale także nawilżenie naszej skóry. Scrub zawiera w swoim składzie witaminę E, wyciąg z miodu, wosk pszczeli a także jest pozbawiony olejów mineralnych, parabenów, silikonów itp.
Jest to produkt pełnowymiarowy o wartości £10.50

- Head & Shoulders - Szampon
Z tego produktu jestem średnio zadowolona, mimo iż tak go zużyje.
Dla mnie produkty takich drogeryjnych, tanich marek nie powinny się znajdować w tego typu pudełkach.
Dla mnie takie tanie kosmetyki nie kojarzą się z luksusem. 
Jeszcze rozumiem jakby to był produkt pełnowymiarowy, jednak w pudełeczku znalazła się próbka o pojemności 75ml. 

- Trifle Cosmetic - Pomadka do ust
Kolorówkę w tego typu pudełeczkach bardzo lubię, jednak mają one jedną wadę, że czasami trafia nam się kolor, który nie do końca nam odpowiada. I w tym przypadku właśnie tak się stało.
Pomadka ma tak jasny kolor, że po nałożeniu jej na usta, wyglądam tak jakbym ich po prostu nie miała. 
Tak wiec produkt dla mnie bezużyteczny, który pewnie będzie szukał nowego właściciela.
  Produkt pełnowymiarowy o wartości £12.95

- Nux - Suchy olejek do ciała
Ten produkt trafił mi się w pudełeczku już chyba trzeci raz. 
I mimo iż jest to naprawdę dobry kosmetyk, to nie ukrywam, że chętnie przetestowałabym coś, czego jeszcze nie znam. Olejek ma różnorodne zastosowanie gdyż może być używany na twarz, ciało jak i włosy.
Próbka którą otrzymaam jest o pojemności 10ml a jej koszt to £2.80


 - Primark PS...Pro - Kontórówka do ust
Kolejny tani produkt którym jestem rozczarowana. 
I nie chodzi tutaj o to, że produkt jest zły, bo tak nie jest.
Jestem po prostu zawiedziona, że kolejny kosmetyk z tak niskiej póki cenowej, znalazł się w tym pudełeczku.
Kredka która mi się trafiła jest w odcieniu cielistym i można jej używać jako konturówki do ust, korektowa a także na linię wodną oka. 
Produkt pełnowymiarowy o wartości £2. A żeby jeszcze było śmieszniej to cena nadal była naklejona na kredce ;).

- Universal Beauty Cosmetic - Kremowy róż i pomadka 
Jest to typowy kosmetyk 2 w 1. Ja raczej rzadko sięgam po róże do policzków w takie formie, gdyż znacznie łatwiej jest mi nakładać produkty w kamieniu. Jednak nie mówię mu nie, gdyż kolor jego jest naprawdę ładny, taki koralowy. Ma w sobie delikatne drobinki które będą zapewne ładnie rozświetlały kości policzkowe. Na pewno spróbuje go użyć także na ustach, jednak tutaj bez pomocy pędzelka do aplikacji tego produktu się nie obejdzie. 
Produkt pełnowymiarowy o wartości £16.

I tak przedstawia się cała zawartość październikowego Glossybox'a.
Nie będę ukrywać, że jestem lekko rozczarowana. 
Jednak mimo wszystko większość produktów (poza tą nieszczęsną pomadką) raczej zużyje. 
I miejmy nadzieję, że któryś z nich naprawdę mnie miło zaskoczy.

A Wy co sądzicie o tej zawartości?


 

sobota, 14 stycznia 2017

Gwiazdkowe prezenty.

Witajcie!!
Wreszcie znalazłam chwilkę czasu, aby pochwalić się swoimi prezentami gwiazdkowymi.
Nie robię tego bo wielka zemnie chwalipięta, chcę po prostu móc za jakiś czas powrócić do tego posta, i przypomnieć sobie, jakimi to dobrociami obdarowali mnie moi bliscy. 

Jeśli chodzi o moją osobę, to prezentami które sprawiają mi ogromną przyjemność, od lat są kosmetyki i książki. Najwidoczniej ktoś tu mnie dobrze zna, gdyż właśnie tych prezentów  nie zabrakło u mnie pod choinką.


 Zestaw kosmetyków marki Crabtree & Evelyn London o zapachu gruszki i różowej magnolii oraz róży i ananasa.


 W skład zestawu wchodzą:
- krem do rąk (róża i ananas)
- mydełko (gruszka i różowa magnolia)
- woda toaletowa (gruszka i różowa magnolia)


 Kolejny różany zestaw kosmetyczny w którego skład wchodzą: żel oraz scrub do ciała, balsam oraz płyn do kąpieli, a także myjka do ciała. 


Niektórzy pewnie już się domyślają zawartości tego pudełka.
Tak, tak, macie racje! Pudełko skrywa dobroci marki LUSH.
Ach, jak ja lubię te kosmetyki!

Snow Fairy to bez wątpienia mój ulubiony żel pod prysznic jeśli chodzi o markę LUSH. 
Uwielbiam jego balonowy zapach, tak wiec cieszę się, że dostałam go aż dwie buteleczki. 

Magic Wand - Babble Bar


Dwie świąteczne bomby do kąpieli.


Snow Fairy - Odżywka do ciała o moim ulubionym zapachu.


Rock Star - mydełko do ciała.
Candy Mountain - Babble Bar
Oj coś czuję, że będę się rozpieszczać podczas najbliższych kąpieli.


Mój pierszy kosmetyk marki Jo Malone London.
Balsam do ciała z witaminą E. 


To tyle jeśli chodzi o kosmetyki. Teraz czas przejść do następnej mojej ulubionej kategorii, czyli do książek.


Książka idealna dla wielkiej miłośniczki nie tylko swojego kota ;)


Pierwsza część z serii Madame Chic zachwyciła mnie. Druga trochę rozczarowała. Zobaczymy jak będzie z trzecią częścią.



 Ostatnio staram się wprowadzać do swojego życia więcej harmonii i spokoju.
Mam nadzieję, że ta książka jeszcze bardziej mi w tym pomoże. 


Tą pozycję mam już na moim Kindlu, jednak uważam, że jest ona na tyle dobra, że warto ją mieć w swojej biblioteczce. Na pewno jeszcze nie raz po nią sięgnę, aby w mojej szafie były tylko te rzeczy, których naprawdę potrzebuję i które lubię.


Nie są to wszystkie słodycze i alkohole które otrzymałam na święta. Większa część słodyczy niestety została już skonsumowana. Niektóre alkohole także ;).

Piękny bursztynowy wisiorek, który idealnie będzie pasował do mojej małej bursztynowej kolekcji. 
Z tej serii mam już bransoletkę, kolczyki i jeszcze jeden mały wisiorek. Tak więc prezent idealny.


Torebko-kosmetyczka od Katie Loxton.
Idealna na podróże np. do przechowywania biletów czy też paszportów.

To tyle jeśli chodzi o moje zeszłoroczne prezenty gwiazdkowe.
Dostałam jeszcze mały bonus w postaci pieniędzy, ale oczywiście nie będę Wam ich tutaj pokazywać :).
Myślę, że pewnie na coś je przeznaczę, jednak póki co nie mam pomysłu.

A jak tam u Was z prezentami?
Byliście grzeczni i dostaliście to co chcieliście?