sobota, 6 stycznia 2018

Magical Lantern

Witajcie!
Święta w Londynie, mimo braku śniegu, to naprawdę magiczny czas. 
Wszystko wygląda pięknie! Ulice są ślicznie przystrojone, jak grzyby po deszczu wyrastają sztuczne lodowiska, w centrach handlowych słychać zewsząd świąteczne piosenki. Ach, jak ja lubię ten czas!
Dodatkowo miasto stara się aby mieszkańcom, czy też turystom, jak najbardziej urozmaicić ten świąteczny czas, organizując różnorakie wystawy czy też przedstawienia.

Ja w tym roku jedno takie wydarzenie zaliczyłam, i muszę Wam powiedzieć, że był to naprawdę magiczny wieczór.
Zapraszam na relację.

 Magiczne latarnie to niesamowita ekspozycja która zapiera dech w piersiach, a wszystko wygląda magicznie i robi niesamowite wrażenie. Zobaczcie zresztą sami.




Wystawa miała swoją ekspozycję w parku, a całe jej zwiedzanie zajmowało około 2 godzin.
 

Na szczęście pogoda nam dopisała, i mimo iż było dość chłodno to i tak się cieszyliśmy, że nie padało.




 Wszystkie latarnie były rozmieszczone w dość sporych odległościach od siebie, co znacznie ułatwiało robienie zdjęć. 




Dużym ułatwieniem było to, że każdy z odwiedzających to miejsce mógł zwiedzać w swoim tempie, bez pośpiechu czy też poganiania.




Organizatorzy zadbali także o zaplecze kulinarne, co się bardzo chwali, gdyż zwiedzanie z kubkiem grzanego wina w dłoni przebiegało znacznie milej.


Alicja w krainie czarów.




Arka Noego.






 Przechadzając się po parku miło się wrażenie, że co rusz wchodzi się do innej krainy.
Tutaj na przykład  mamy Chiny.








Mam nadzieję, że moja relacje przypadła Wam do gustu.
Niestety jest to tylko  mała część z tego co widziałam, jednak myślę, że te kilkanaście zdjęci i tak jest wartych ich pokazania.

Pozdrawiam 

;)

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Listopadowy Glossybox - Educja UK

Witajcie!!
Tak jak Wam ostatnio wspominałam nadrabiam zaległości jeśli chodzi o ostatnie pudełeczka Glossybox.
Dzisiaj przyszedł czas na odsłonę listopadowego box'a.
Zapraszam.

Cała zawartość prezentuje się tak.
Nie jest ona za bardzo imponująca, ale nie jest też źle.


- BOOTS - Węglowa maseczka w płachcie.
Koreańskie maseczki w płachcie ostatnimi czasy święcą triumfy na rynku kosmetycznym.
Kilka z nich miałam, ale jakoś jeszcze żadna, mnie specjalnie nie zachwyciła.
Mam nadzieję, że tutaj się mile zaskoczę.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £2.50


- SPORTFX - Nawilżający balsam do ust.
Produkt który w czasie zimy sprawdzi się idealnie, zwłaszcza w Londynie, kiedy to intensywne wiatry ostatnio dają się we znaki moim ustom. Balsam ma za zadanie nawilżyć suche oraz spierzchnięte usta a także zapewnić im ochronę przeciwsłoneczną gdyż posiada SPF15.  Kolorek mimo iż wygląda na dość intensywny, to tak naprawdę wygląda bardzo delikatnie i można powiedzieć, że jest wręcz niezauważalny na naszych ustach.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £4.99


- COLLECTION COSMETICS - Puder do brwi.
Nigdy jeszcze kosmetyku po brwi w takiej formie nie miałam, więc tym bardziej z miłą chęcią zobaczę jak on się u mnie sprawdzi. Kolor (Dark Brunette) który dostałam myślę, że idealnie będzie  komponował się z moimi ciemnymi brwiami.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £4.19


- BEAUTY UK COSMETICS - Pędzel do makijażu
Tego typu produktów nigdy u mnie za wiele.
Pędzel jest dość dobrze zbity i bardzo mięciutki, więc myślę, że wykonywanie nim makijażu będzie samą przyjemnością.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £6.99


- GREENFROG BOTANIC - Relaksujący żel do mycia ciała 
Uwielbiam takie relaksujące zapachy. Geranium i mięta pieprzowa powodują, że aromat tego żelu naprawdę działa na nasze zmysły relaksująco i odprężająco. Dodatkowo produkt jest idealny do osób z egzemą, suchą oraz bardzo wrażliwą skórą.
Na plus trzeba zaznaczyć także to, że produkt nie posiada w swoim składzie parabenów czy SLS-ów.
100 ml (czyli pojemność którą dostałam) kosztuje £3.95.


I to tyle jeśli chodzi o zawartość listopadowego pudełeczka.
Czy jestem zadowolona? Myślę, że tak.
Większość produktów z miłą chęcią przetestuję i kto wie, być może odkryję jakieś perełki.

A Wy co sądzicie o tej zawartości?

Pozdrawiam
:)

sobota, 30 grudnia 2017

Październikowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!!
Czas nadrobić zaległości jeśli chodzi o ostatnie pudełeczka Glossybox.
Tak, wiem, troszkę jestem w tyle. Postaram się jednak tych kilka ostatnich dni starego roku, przeznaczyć na nadrobienie blogowych zaległości. Mam nadzieję, że starczy mi czasu i chęci. Tak więc trzymajcie kciuki.


Oto cała zawartość pudełeczka.


 - SLEEK - Kremowy róż
Już pewnie nie raz Was wspominałam, że róż to mój nieodłączny element codziennego makijażu.
Mam ich w swojej toaletce kilka, i są to zwykle róże w kamieniu. Uważam, że są one znacznie łatwiejsze w aplikacji niż róże w kremie, no i trudniej zrobić sobie nimi nieestetyczną plamę. 
Czy tego różu będę używała? Myślę, że na pewno dam mu szansę, chociażby ze względu na piękny kolor (Amaryllis 080). Aplikacja być może na początku do najłatwiejszych należeć nie będzie, ale myślę, że kilka prób i powinno być dobrze. Producent zapewnia, że róż doskonale stapia się ze skórą, a jego kremowa konsystencja pozwala na równomierną aplikację, nie powodując plam i smug. Na plus trzeba także zaznaczyć, ładne solidne opakowanie które zawiera także w sobie małe lustereczko.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £5.99


 - BANG BEAUTY - Wielofunkcyjny krem do makijażu
Krem ten może być używany jako pomadka do ust, róż do policzków, cienie do powiek a nawet rozświetlacz  do twarzy. Dodatkowym plusem tego kosmetyku jest to, że jest on wegański, a kolor który mi się trafił to Dolce Pink. 
 Produkt pełnowymiarowy o wartości £19.50


 - LORD & BERRY -Kredka do brwi
Kolejny bardzo przydatny kosmetyk jak dla mnie. Kredka jest dość dobrze napigmentowna a kolorek który otrzymałam (Brunette) idealnie komponuje się z odcieniem moich brwi.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £14.


- KAWAII ENTERPRISE - Jajeczko do czyszczenia pędzli
Z tego produktu jestem naprawdę zadowolona. 
Fajnie pomyślany gadżet który bez wątpienia ułatwi mi codzienną pielęgnację moich pędzli.
Produkt pełnowymiarowy o wartości £7.99

- MAKEUP REVOLUTION - Paletka do brwi (Mermaids vs Unicorns)
Kosmetyki marki Revolution bardzo lubię i mam ich dość sporo.
Uważam, że ich produkty to dobra jakość za rozsądną cenę. 
Jeśli natomiast chodzi o tą paletkę do oczu, to cóż mogę powiedzieć, nie są to raczej kolory w moim guście. Mój codzienny makijaż oczu jest raczej dość stonowany, a kolory po jakie zwykle sięgam to beże oraz brązy. 
Tutaj natomiast mamy totalną tęczę, która raczej nie wpisuje się w kolorystykę mojego makijażu.


Mimo wszystko dam kilka kolorom szansę, mam tutaj na myśli dwa ostatnie kolorki oraz fiolet i może tą czerwień która jest obok niego. Z resztą raczej chyba się nie polubię ;) 
Produkt pełnowymiarowy o wartości £4

I tak oto przestawia się październikowa zawartość pudełeczka Glossybox.
Mimo iż kolory z paletki raczej nie są w moim guście, to ogólnie zawartość oceniam pozytywnie.
Na plus trzeba zaznaczyć także to, że wszystkie kosmetyki są pełnowymiarowe.
Tak więc ogólnie rzecz biorąc, ja jestem zadowolona i na pewno większość tych kosmetyków z miłą chęcią przetestuję.

A Wy co sądzicie o tej zawartości??

Pozdrawiam
;)

wtorek, 26 grudnia 2017

Nowości Książkowe

Witajcie!!
Mam nadzieję, że święta upływają Wam w gronie rodzinny i przy suto zastawionym stole.
U mnie te święta raczej mało rodzinne gdyż spędzam je w Londynie, ale nie narzekam, gdyż te kilka wolnych dnia chciałabym przeznaczyć na relaks i wypoczynek którego w ostatnim czasie bardzo mi brakowało.
Mam też nadzieję, że Mikołaj w tym roku się spisał i pod choinką znaleźliście to o czym marzyliście.
U mnie sprawa z prezentami jest zawsze prosta. Jak ktoś mnie pyta co też bym chciała, to odpowiedź jest prosta. Kosmetyki lub książki, to strzał w dziesiątkę jeśli chodzi o moją osobę. Tak, wiem, jestem mało skomplikowana :) W tym roku mój mikołajkowo-świąteczny Mikołaj się postaram i zostałam obdarowana książkami, które już od dłuższego czasu bardzo chciałam przeczytać.
Tak więc jeśli jesteście ciekawi jakie to też nowości trafiły w moje ręce, to serdecznie zapraszam Was na dzisiejszy post. 



"Byłam kochanką arabskich szejków" - Laila Shukri


Wstrząsająca historia Polki, którą rozkochano, aby sprzedać…

Opowieść jednej z tysiąca kobiet, która stała się żywym towarem. Laila Shukri dotarła do niej i wysłuchała jej historii, aby móc opowiedzieć ją światu.

W jednym z klubów Julia poznaje Tarka, przystojnego Syryjczyka, który ją oczarował, a następnie zaprosił na egzotyczną wycieczkę do Dubaju. Na miejscu okazuje się, że kobieta znalazła się w rękach jednego z największych gangów handlujących ludźmi. Rozpoczyna się koszmar seksualnego zniewolenia, brutalnej fizycznej i psychicznej przemocy…

Jak w XXI wieku wygląda handel ludźmi? Czy tylko śmierć jest wybawieniem z niewoli? Brutalna rzeczywistość tysięcy kobiet wykorzystywanych przez najbogatszych szejków, o której świat woli nie mówić głośno. 
 Przeczytałam już kilka książek tej autorki i za każdym razem robiły one na mnie duże wrażenie.
Myślę, że i przy tej pozycji się nie zawiodę, gdyż autorka poruszając arabskie tematy w swoich powieściach zdecydowanie wie o czym pisze. 



"DAN - SHI -RI Jak posprzątać aby oczyścić swoje serce i umysł" - Hideko Yamashita 


Nie chodzi tu o zwykłe układanie czy sprzątanie. Przenoszenie rzeczy z jednego miejsca w drugie, ustawianie w stosiki, czyszczenie. Chodzi o nasz stosunek do nich. Czy nie jesteśmy aby uzależnieni od przedmiotów, które nas otaczają? Czy nie mamy ich za dużo? Czy naprawdę potrzebujemy tych wszystkich obiektów, które zagracają nasze mieszkania, i których chcemy coraz więcej i więcej?

Propagatorka minimalizmu, japońska pisarka Hideko Yamashita proponuje technikę, która jest zarazem umiejętnością selekcji przedmiotów oraz sztuką bycia. Daje nam ona wgląd w siebie i pozwala na uporządkowanie bałaganu w naszym domu i umyśle. Bo uporządkować otaczającą przestrzeń to uporządkować siebie. Zyskać wolność i spokój serca oraz umysłu. Poznajcie jej trzy filary:

Dan ( 断) czyli odmowa; to powiedzieć „nie” kolejnym nowym, a bezużytecznym rzeczom, które chcą stać częścią naszego życia;
Sha (捨 ) czyli wyrzucanie: to pozbycie się przedmiotów, które przepełniają naszą przestrzeń;
Ri ( 離) czyli odcięcie się: to rezygnacja z przywiązania do rzeczy. Ten stan lekkości i wolności uzyskuje się dzięki powtarzaniu Dan i Sha, prowadzi on do odnalezienia naszego prawdziwego i głębokiego ja.

W ten sposób zmiana dokonana w świecie widzialnym prowadzi do głębokiej zmiany w świecie niewidzialnym, samopoznania i zrozumienia, kim jesteśmy i kim chcemy być. 
Uwielbiam książki o takiej tematyce, jak dla mnie są one bardzo inspirujące, a porady zawarte w nich motywują mnie do zmian. O tej pozycji słyszałam tyle pozytywów, że wiedziałam iż koniecznie muszę ją przeczytać.


"LAGOM Szwedzka sztuka życia" - Linnea Dunne


Lagom czyli:
„nie za dużo, nie za mało, w sam raz”

Żyjąc w stylu lagom, możesz:
• zmniejszyć swój negatywny wpływ na środowisko
• poprawić równowagę między pracą a życiem osobistym
• wprowadzić do domu porządek
• stać się bardziej świadomym konsumentem
• dbać o relacje z ważnymi dla ciebie osobami
• promować dobre jedzenie w szwedzkim stylu
• mieć własne uprawy i nauczyć się zbieractwa
• uprawiać sport na łonie natury
• prowadzić szczęśliwsze i bardziej zrównoważone życie. 
Kolejny poradnik który mam nadzieję, da mi dużo inspiracji i pozytywnej energii w moim codziennym życiu.
Już nie mogę się doczekać kiedy zabiorę się do czytania.


"LAGOM Szwedzki sekret dobrego życia " - Lola A. Akerstrom  



Stwórz swój własny przepis na szczęście.

Ani nadmiar, ani brak nie dają zadowolenia.
Lagom, czyli dokładnie tyle, ile trzeba, to poszukiwanie harmonii, właściwych proporcji. To czerpanie radości z małych rzeczy, pielęgnowanie związków, okazywanie szacunku sobie, innym oraz przedmiotom, które nas otaczają. To znacznie więcej niż błoga chwila z książką i kubkiem gorącej czekolady. To przepis na pełniejsze i szczęśliwsze życie.
Jestem ciekawa która z tych dwóch pozycji o sztuce LAGOM, bardziej przypadnie mi do gustu.


"Miej umiar. 52 kroki do życia po swojemu" - Natalia Knopek  


Mam na imię Natalia. Bloguję i jestem nauczycielem jogi. Lubię ładnie mieszkać i dobrze wyglądać. Zawsze wszystko robię po swojemu.

Po co ci moja książka?

Żeby żyć po swojemu. Znaleźć równowagę między pracą a odpoczynkiem, mądrze zorganizować swój czas i przestrzeń. Zadbać o relacje i własne szczęście.

Jak to osiągnąć?
Podejmij ze mną maraton minimalisty! 52 kroki w 52 tygodnie!
Reguły są proste – każdy krok to jeden tydzień i jedna drobna zmiana na lepsze. To jeden nowy nawyk do oswojenia.
- Ucz się bycia ze sobą, by umieć być z kimś
- Świadomie upraszczaj
- Porządkuj przestrzeń
- Pozwól sobie na niedoskonałość
- Bądź czasem offline
- Postaw na minimalizm w pielęgnacji i w szafie

Wybierz mądre zwyczaje i stopniowo wprowadzaj je do swojego życia. Przekonaj się, jaka siła drzemie w pozytywnych nawykach. Dzięki nim osiągniesz więcej i znajdziesz czas na nowe przyjemności i pasje.

 Minimalizm to coś czym od dawna się interesuję. Uważam, że ta filozofia wprowadza po mojego świata ład i porządek, a co za tym idzie, pozwala mi się bardziej odnaleźć w natłoku codziennych obowiązków, a także znaleźć czas na przyjemności i relaks. Bardzo jestem ciekawa tej książki, tym bardziej, że wyszła ona spod pióra naszej rodaczki.


"Modoterapia. Czyli po co ci tyle ubrań" - Antonina Samecka


Ubrania opowiadają twoją historię, nawet kiedy milczysz. Decydują o tym, jak odbierają cię inni, ale przede wszystkim, jak ty odbierasz samą siebie. W tej książce znajdziesz prostą instrukcję obsługi mody. Dowiesz się, co zrobić, by ubrania dodawały ci pewności siebie. Jak ubranie wpływa na emocje? Czy ubrania mogą zmienić osobowość? Czy moda pomaga w osiąganiu celów? W tej książce znajdziesz odpowiedzi na wszystkie te pytania. 

Pewnie nie raz już Wam wspominałam, że poradniki to znaczna część mojej domowej biblioteczki.
Moda, zdrowie, uroda a także samorozwój i minimalizm to tematy które bardzo mnie interesują i po które lubię sięgać.
Na tą książkę natrafiłam totalnie przypadkiem, czytając jakąś recenzję w internecie.  Po wnikliwym przestudiowaniu kilku opinii na jej temat stwierdziłam, że warto byłoby po tą pozycję sięgnąć, gdyż coś czuję, że wiele mogę się z niej dowiedzieć na temat mody i tego jaki się lepiej ubierać. Dodatkowym plusem tej książki jest też to, że napisała ją polka, założycielka i projektantka marki Risk Made in Warsaw, Antonina Samecka.


"Sztuka umiaru" - Dominique Loreau


Umiarkowanie w jedzeniu i nauczenie się czerpania z tego przyjemności to klucze do lepszego życia. Wystarczy zmienić nawyki żywieniowe, by odzyskać zdrowie i dobre samopoczucie, a także by chronić środowisko naturalne i... swój portfel.
Autorka książki "Sztuka prostoty" Francuzka od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkająca w Japonii, opisuje styl życia w nowym kraju. Japończycy kierują się we wszystkich sferach życia prostą zasadą: "mniej znaczy więcej". Loreau stawia diagnozę, że mieszkańcy Zachodu stali się, w ciągu zaledwie pół wieku, maszynami do spożywania, namawia do refleksji nad naszym stosunkiem do jedzenia, będącym źródłem wielu współczesnych bolączek cywilizacyjnych i prowadzącym do hiperkonsumpcji.
Loreau w swojej książce przedstawia sekrety zdrowej, prostej i smacznej kuchni, namawia do większego umiaru w jedzeniu i zachęca, abyśmy wsłuchali się nie tylko w potrzeby ciała, ale też ducha. Książka dostarcza wielu wskazówek, które pomogą zmienić na zawsze nawyki żywieniowe na lepsze pod względem ekonomicznym i ekologicznym, a jednocześnie pozwolą czerpać prawdziwą przyjemność z jedzenia.
"Sztuka umiaru" uczy jak osiągnąć harmonię ciała i umysłu, oraz odzyskać radość życia. 


Książki tej autorki goszczą w moje biblioteczce już od kilku lat. Bardzo lubię jej podejście do życia i porady, chociaż nie we wszystkim się z nią zgadzam. Jak będzie w przypadku tej pozycji zobaczymy. Mojego żywienia i gotowania pewnie ona nie zrewolucjonizuje, jednak mam nadzieję, że jakieś dobre rady z niej wyciągnę.

To tyle jeśli chodzi o moje książkowe nowości.
Myślę, że najbliższy miesiąc będzie bardzo owocny jeśli chodzi o czytanie.
 Postaram się także umieścić na blogu kilka recenzji, tak więc jeśli jesteście zainteresowani jakąś pozycją, to zaglądajcie na bloga.

A Wy co dostaliście pod choinkę?

Pozdrawiam
:)

niedziela, 24 grudnia 2017

Brytyjskie zwyczaje świąteczne

Witajcie!!
Już dzisiaj wieczorem, zasiądziemy do pięknie nakrytych stołów i przełamiemy się opłatkiem z najbliższymi. Nie da się ukryć, że dla nas, Polaków, to właśnie wieczerza wigilijna jest najważniejsza ze wszystkich dni świątecznych.
A jak to wygląda w Wielkiej Brytanii? Czy Anglicy świętują podobnie, czy też mają swoje rodzime zwyczaje? 
Jeśli jesteście ciekawi jak święta Bożego Narodzenie obchodzimy na wyspach to serdecznie zapraszam Was na dzisiejszy post.



W Wielkiej Brytanii wigilia nosi nazwę Christmas Eve. Mimo iż ten dzień, jakby nie patrzeć, nosi świąteczną nazwę, to tak naprawdę Anglicy specjalnie go nie celebrują. Zwykle tego dnia wszystko jest otwarte tak jak na tygodniu, a puby są oblegane przez ludzi, którzy tego dnia często ze znajomymi umawiają się na tzw. świątecznego drinka.

Prawdziwe świętowanie rozpoczyna się dopiero 25 grudnia, czyli w Christmas Day.
Tego dnia Anglicy spotykają się na rodzinnym obiedzie, na który składa się: nadziewany indyk, Chistmas pudding - ciemne ciasto z bakaliami nasączone alkoholem,  mince pie - to małe babeczki wypełnione słodką masą bakaliową oraz Christmas cake. Jednak zanim Anglicy usiądą do świątecznego obiadu czeka ich rozpakowywanie prezentów, które to święty Mikołaj, w nocy, zostawił dla nich pod choinką, lub też w specjalnie przygotowanej na to skarpecie. Dla wielu z nich jest to pewnie najmilszy moment tego dnia. Zwykle wygląda to tak, że wyskakują rano ze swoich łóżek i w piżamach rozpakowują świąteczne prezenty.



Tego też dnia o godzinie 15:00 królowa wygłasza uroczyste przemówienie do swoich poddanych, które jest transmitowane przez telewizję i radio.

Podczas świątecznego obiady Brytyjczycy nie dzielą się opłatkiem, ale za to można znaleźć na ich stołach tzw. Christmas Crackers, czyli duże, ozdobne papierowe cukierki. Rozrywają je dwie osoby, pociągając każda jedną część do siebie. W środku najczęściej znajduje się karteczka z wróżbą, papierowa korona, lub też inne małe drobiazgi. 

26 grudnia rozpoczyna się natomiast  istne zakupowe szaleństwo, gdyż właśnie tego dnia rozpoczynają się na Wyspach wielkie poświąteczne wyprzedaże.Jednak także ten dzień ma swoją świąteczną  nazwę i nazywany jest Boxing Day. Ci, co nie znają historii, myślą, że nazwa tego dnia ma coś związanego z zakupami. Nic bardziej  mylnego. Otóż nazwa tego dnia pochodzi od tradycyjnego, średniowiecznego zwyczaju wręczania służbie lub biednym podarków, zapakowanych w pudełka.
Tak więc jak widzicie, nazwa tego dnia nie ma żadnego związku z zakupami.



To tyle w temacie tradycji świątecznych jeśli chodzi o Wielką Brytanię. A co z dekoracjami i ozdobami świątecznymi? Tutaj wyspiarze stawiają na klasykę. Bardzo duża ilość osób wybiera żywe choinki a także przystraja okna czy też drzwi wejściowe słynnymi już wieńcami, które tutaj są dość popularne i niektóre z nich to prawdziwe dzieła sztuki. Jedyna różnica jaką daje się zauważyć jest taka, że my Polacy najczęściej przystrajamy swoje domostwa tuż przed świętami Bożego Narodzenia. W Wielkiej Brytanii mieszkańcy natomiast robią to znacznie wcześniej, gdyż już pod koniec listopada daje się zauważyć pierwsze choinki czy też dekoracje świąteczne. 

Ja mimo iż w Londynie mieszkam już kilkanaście lat, to święta celebruję raczej po polsku. Nie odcinam się jednak totalnie od kultury brytyjskiej, i mimo iż wigilia jest u mnie postna, to na stole obok tradycyjnych polskich dań lądują Christmas pudding a także mince pies.

To tyle w dzisiejszym temacie, który mam nadzieję, że przypadł Wam do gustu.

Pozdrawiam i życzę udanych świąt.

:)


sobota, 9 grudnia 2017

Moschino - I Love Love

Witajcie!!
Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moją opinią na temat zapachu który towarzyszył mi latem 2017.
Jeśli chodzi o wakacyjne zapachy, to ja zwykle stawiam na coś delikatnego, świeżego i najlepiej z domieszką cytrusów. I właśnie to wszystko znalazłam z zapachu I Love Love marki Moschino.




Ten kwiatowo - drzewno - piżmowy zapach został wydany w 2004 a jego twórcą jest Oliver Cresp.

Nuty głowy: pomarańcza, grejpfrut, czerwona porzeczka i cytryna.
Nuty serca: róża herbacina, sitowie, konwalia trzcina cukrowa i cynamon.
Nuty bazy: piżmo, cedr i nuty drzewne. 

Jak dla mnie jest to idealny zapach na ciepłe, upalne lato (wystarczy spojrzeć na nuty zapachowe), kiedy to nie chcemy rezygnować z perfum, a zależy nam na czymś świeżym i delikatnym. Zapach owoców, kwiatów i cytrusów  świetnie współgra ze sobą, dając nam uczucie orzeźwienia i świeżości. Jest to jeden z tych zapachów, których według mnie nie można przedawkować.

Jeśli chodzi o jego trwałości, to nie jest ona zła, jednak trzeba zaznaczyć, że nie jest to zapach który po jednej aplikacji będzie wyczuwalny przez cały dzień. Z kompozycjami owocowo-kwiatowymi najczęściej już tak jest, że do najtrwalszych one nie należą. Tak więc decydując się na jego zakup trzeba mieć to na uwadze. Jednak na pewno nie jest zapach który zaraz po aplikacji znika z naszej skóry.

Zapach Moschino I Love Love często też jest mylony z innym bardzo popularnych zapachem.
Mowa tu o perfumach Light Blue od Dolce & Gabbana. Osobiście kilka osób pytało mnie, czy właśnie tą kompozycją pachnę. Ich zdziwienie było bardzo wielkie kiedy mówiłam, że to Moschino. Niektóre panie, których ulubionym zapachem jest właśnie Light Blue nie mogły uwierzyć, że to nie te perfumy. Tak więc sami musicie przyznać, że te dwa zapachy rzeczywiście muszą być bardzo podobne.


Tak więc, jeśli i Wy jesteście fankami lekkich, orzeźwiających nut, to serdecznie mogę polecić Wam ten zapach.

Ja myślę, że jeszcze nie raz do niego wrócę, gdyż jest to mój faworyt  na gorące letnie miesiące.

Pozdrawiam
:)


niedziela, 26 listopada 2017

Wrześniowy Glossybox - Edycja UK

Witajcie!
Dzisiaj czas na przedstawienie Wam wrześniowego Glossyboxa. Wiem, że mamy już koniec listopada, jednak ostatnio jestem pochłonięta kupowaniem świątecznych prezentów, więc sami rozumiecie, skąd to moje opóźnienie.   Ale już nadrabiam zaległości i przedstawiam Wam zawartość Glossyboxa. 


Cała zawartość prezentuje się tak.


-TAYLOR'S 32 - Wybielająca pasta do zębów 
Z tego typu produktami zawsze mam problem. Uważam, że jakoś nie pasują one do idei pudełek Glossybox. 
Ma być kosmetycznie, trochę luksusowo, a dostajemy pastę do zębów...
Mimo wszystko, produkt na pewno się nie zmarnuje, gdyż jak zapewne każda z Was, używam tego typu produktów na co dzień ;). Pasta ma za zadanie chronić oraz wzmacniać nasze zęby, usuwać wszelkie przebarwienia, a także walczyć z kamieniem nazębnym.  Do tego zawiera witaminę E która ma korzystnie działać na nasze dziąsła. Na plus trzeba zaznaczyć, że produkt jest naturalny, pozbawiony SLS, a w swoim składzie posiada fluor. 
Jest to produkt pełnowymiarowy o wartości £5.


-MONU SKINCARE - Ujędrniający olejek do twarzy
Z kosmetykami tej marki miałam już wcześniej do czynienia i zawsze byłam z nich bardzo zadowolona.
Produkt ma w swoim składzie zawiera olejek różany a także paczuli których zadaniem jest odżywienie naszej skóry, a także ujędrnienie oraz jej rozświetlenie. Olejek można można stosować rano jak i wieczorem.
Z tego produktu jestem naprawdę zadowolona, gdyż moja twarz bardzo lubi wszelkie olejki, zwłaszcza jesienią i zimą, więc można powiedzieć, że Glossybox wstrzelił się z tym kosmetykiem idealnie. 
 Pojemność jaką otrzymałam to aż 30ml. Jak na olejek do twarzy, to jest to dość sporo i na pewno wystarczy mi na dość długo, gdyż tego typu produkty są bardzo wydajne. 
W sklepie internetowym tej marki sprawdziłam, że 30ml tego olejku kosztuje £21.95. Wychodzi więc na to, że otrzymałam produkt pełnowymiarowy, z tym że w sklepie olejek można kupic w szklanej buteleczce z pipetką, co na pewno znacznie ułatwia jego aplikację, mój natomiast zamknięty jest w plastykowej małej buteleczce.


-SKINFIX - Krem naprawczy do rąk
Tego typu produktów u mnie nigdy nie za wiele. Zwłaszcza jesienią i zimą, kiedy to wiatr i niskie temperatury dają naszej skórze dłoni niezły wycisk. Krem zawiera masło shea, witaminę E oraz olejek z migdałów, które mają sobie świetnie radzić z ekstremalnie suchą skórą naszych dłoni. Produkt jest także przeznaczony dla osób które zmagają się z egzemą na dłoniach. Pojemność jaką otrzymałam (30ml) idealnie się sprawdzi na co dzień w torebce. 
 90ml tego kremu kosztuje £12.99


-STYLONDON - Silikonowa gąbeczka do nakładania makijażu oraz kremów
 Powiem Wam, że u mnie do nadkładania podkładu na twarz najlepiej sprawdzają się własne palce.
Mam co prawda kilka jajeczek, gąbeczek czy też pędzli do nakładania tego typu produktów, i od czasu do czasu po nie sięgam, jednak po jakimś czasie i tak wracam do nakładania podkładu własnymi palcami. Nie wiem czemu się tak dzieje. Może to kwestia przyzwyczajenia?  Jak będzie z tą gąbeczką, czas pokaże. Myślę, że z chęcią ją przetestuję, gdyż z taką formą gąbki do nakładania makijażu jeszcze nie miałam styczności. Silikonowa formuła ma zapewnić nam większą higieniczność oraz mniejsze zużycie nakładanych produktów, niż to ma miejsce w przypadku używania standardowych gąbeczek do makijażu. 
Produkt pełnowymiarowy o wartości  £5.99


- PIXI BY PETRA - Żel do brwi
Natura obdarzyła mnie ładnymi ciemnymi brwiami, które nie wymagają  ode mnie zbyt wiele. Na co dzień delikatnie je przyciemniam, ale tak naprawdę mogłyby się one i bez tego obyć, gdyż same w sobie są one już dość ciemne. Często kiedy wykonuję prosty, delikatny makijaż, malowanie brwi sprowadzam tylko do pociągnięcia ich przezroczystym żelem, który nadaje im jednolity kształt i utrzymuje włoski przez cały dzień w jednym miejscu. Jak  dotąd używałam żelu marki Benefit i byłam z niego bardzo zadowolona. Sprawdzał się on u mnie idealnie.  Mam nadzieję, że z tym produktem od Pixi będzie tak samo, jednak jego pierwsze testy jeszcze przede mną.  Jedyne co już zauważyła, i co nie bardzo mi odpowiada, to jego dość mocny alkoholowy zapach. Wszystko wyjaśniło się po tym, jak spojrzałam na jego skład. Alkohol jest tam na trzecim miejscu. 
Produkt pełnowymiarowy o wartości £12.


I tak przedstawia się zawartość wrześniowego Glossyboxa.
Ogólnie rzecz biorąc jestem z niego zadowolona. Wszystkie produkty na pewno z chęcią przetestuję, chociaż nie ukrywam, że zamiast pasty do zębów wolałabym otrzymać coś innego. Jednak mimo wszystko i tak oceniam zawartość tego box'a na plus.

 A Wy co sądzicie o jego zawartości?

Pozdrawiam
;)